Szukaj
  • Kinga Plisko

Henryk Ibsen, Dom lalki. Nora. Język samotności



Oslo. 1879 rok. Wigilia. Za oknem prószy śnieg. Nora krząta się po pokoju – skromnym, ale urządzonym ze smakiem. W małej biblioteczce znajdują się książki w pięknych oprawach, w rogu stoi etażerka z porcelaną i bibelotami, a na ścianie wiszą miedzioryty. Pianino. Fotel bujany. W kominku tańczy ogień. Nora nuci wesoło. Każe zapłacić służącej za choinkę, którą właśnie przyniósł posłaniec. Wreszcie wita się z mężem – Torwaldem Helmerem.

Zwracając się do żony, Helmer mówi z czułością: „ czy to świergoce mój skowronek?”[1], „czy to moja wiewióreczka tam się krząta?” (Dl, s. 8), „no, no, niech mój skowronek nie opuszcza skrzydełek” (Dl, s. 9), „mała rozrzutnico” (Dl, s. 10), „mój skowronek to najmilsze stworzenie pod słońcem”(Dl, s. 11), „mój uroczy skowronku” (Dl, s. 11), „czy łakomczuszek nie łasował dziś na mieście?” (Dl, s. 12), „nie musisz […] męczyć delikatnych małych rączek” (Dl, s. 13). I w dalszej części dramatu czytamy: „moja mała Nora” (Dl, s. 49), „mój drogi, mały skowronek” (Dl, s. 52), „ach, Ty skrzacie” (Dl, s. 60), „tak, tak, mój mały uparciuszku” (Dl, s. 63), „niech będzie tak, jak chce moja dziecina”(Dl, s. 85), „bądźże, jak zawsze, moim uroczym skowroneczkiem” (Dl, s. 86), „gdzież to zapodział się mój skowroneczek?” (Dl, s. 87), „mój skarb najdroższy” (DL, s. 99), „czy wolno mi przytulić się do mojej słodkiej żoneczki?” (Dl, s. 100), „ach, trzpiocie” (Dl, s. 103), „moja biedna ptaszyno […] będę cię chronić i osłaniać” (Dl, s. 112).

Słowa wypowiadane przez Helmera do żony nacechowane są ekspresywnie, są znakiem aprobaty i czułości. Zdrobnienia, spieszczenia (deminutiva) świadczą o pozytywnym zaangażowaniu emocjonalnym mówiącego.[2] Wśród formantów dominują formanty ekspresywne, melioratywne, z odcieniem pieszczotliwości, żartobliwości czy pobłażania.

Zdaniem Iwony Kaproń-Charzyńskiej: „Funkcje ekspresywne [w ujęciu A. Awdiejewa (1987)] wyrażają ocenę intelektualną nadawcy oraz jego stosunek uczuciowy do przedstawionego stanu rzeczy. Emocjonalność jest wiązana z wartościowaniem, a postawa wartościująca ze stanem emocjonalnym.[…]. „Nawet w derywatach ekspresywnych […], które, zdawałby się, wyrażają czyste emocje, jest wartościowanie – nadawca odnosi się bowiem w ten sposób do zjawisk, które ocenia (wartościuje) jako dobre” (Waszakowa, 1991: 181).[3]

Zatem, zdawałoby się, że „drogi skowroneczek” czy „słodka żoneczka” – słowa, jakimi Torwald zwraca się do Nory, są wyrazami czułości i ciepła. Ale czy aby na pewno? Jaką rolę odgrywają zdrobnienia i co, umieszczając je w dramacie, chciał osiągnąć Ibsen?

Starając się odpowiedzieć na te pytania, należy spojrzeć na kontekst wypowiedzi, gdyż, zdaniem Kaproń-Charzyńskiej: „nieneutralny kontekst zewnętrzny wpływa na modyfikację właściwości pragmatycznych derywatów z […] formantami. Decyduje on o wzroście natężenia wartości ekspresywnej wypowiedzi w sytuacji, gdy derywaty melioratywne pojawiają się w kontekście przydawek lub innych wyrażeń pozytywnie wartościujących”.[4]

W tym przypadku, faktycznie, derywaty znajdują się w kontekście przydawek i innych wyrażeń pozytywnie wartościujących. Kiedy jednak przyjrzymy się uważniej i poszerzymy spektrum naszych językowych obserwacji, okaże się coś zupełnie innego. Przywołajmy tu zatem słowa Helmera kierowane do Nory w dalszej części dramatu: „nie przeszkadzaj mi teraz” (Dl, s. 8), „twoja wieczna lekkomyślność” (Dl, s. 8), „żarty na bok, drogie dziecko” (Dl, s. 9), „nie dąsaj się dziecko” (Dl, s. 9), „dziwne z ciebie stworzenie” (Dl, s. 11), „mała Nora tak sobie myśli” (Dl, s. 49), „jestem pewien, że nie to chciałaś powiedzieć” (DL, s. 60), „co to znaczy? […] nie masz ochoty? przecież jestem twoim mężem!” (Dl, s. 100), „daj spokój tym niedorzecznym wybiegom” (Dl, s. 108), „tylko bez komedii” (Dl, s. 108), „zostaniesz tutaj i będziesz się tłumaczyła” (DL, s. 109), „milcz teraz” (Dl, s. 109), „lekkomyślność odziedziczyłaś po swoim ojcu” (Dl, s. 109), „zrozumiałaś nareszcie, coś mi wyrządziła?” (DL, s. 109), „będę twoim doradcą, będę tobą kierować” (Dl, s. 111), „niepokoisz mnie” (Dl, s. 115), „oszalałaś! nie pozwalam! zabraniam!” (Dl, s. 116), „ty zaślepione, niedoświadczone stworzenie!” (Dl, s. 117), „mówisz jak dziecko” (Dl, s. 118), „nie rozumiesz społeczeństwa, wśród którego żyjesz” (Dl, s. 118), „jesteś chora, Noro, masz gorączkę, mówisz jak w malignie!” (Dl, s. 118), „doszłaś do tego przekonania w pełni świadomości?” (Dl, s. 119), „myślisz i mówisz jak nierozsądne dziecko” (Dl, s. 120).

Jak wynika z powyższych wypowiedzi Helmera, traktuje on swoją żonę jak niedojrzałe, rozkapryszone dziecko, którym trzeba kierować, aby utrzymało się przy życiu.

Zdaniem Jerzego Bartmińskiego jedną z funkcji form deminutywnych jest komunikowanie małości przedmiotu.[5] Mamy tu do czynienia z małością przenośną. Zdrobnienia, którymi zwraca się Helmer do Nory, dyskredytują ją, pomniejszają jej wartość. Wprowadzone do utworu pierwotnie usypiają czujność odbiorcy, a następnie potęgują iluzję.

Temat konferencji narzuca niejako spojrzenie na kobiecą samotność w kategorii straty, umieszczając kobietę w otoczeniu mężczyzny, jako pannę, wdowę, rozwódkę. Nowy słownik języka polskiego pod red. Elżbiety Sobol podaje aż pięć definicji leksemu „samotny”:

„żyjący w samotności, w odosobnieniu, pozbawiony towarzystwa i bliskości innych; osamotniony”,

„znajdujący się w danej sytuacji lub miejscu całkiem sam”,

„nie mający partnera życiowego”,

„spędzany, odbywany w samotności, bez towarzystwa”, „znajdujący się na odludziu; ustronny, odosobniony”.[6]

Nora była mężatką, ale okazało się, że i jej małżeństwo jest pozorem. Sama o nim powie: „W tym momencie uświadomiłam sobie, że przez osiem lat żyłam tutaj z obcym mężczyzną, urodziłam obcemu człowiekowi troje dzieci” (Dl, s. 121). Traktowana jak lalka, maskotka, zabawka. W małżeństwie była nie żoną, lecz dzieckiem (na co wskazują również spieszczenia). Kiedy w finałowej scenie Nora odzyska świadomość, przejrzy na oczy, pozna prawdę, wybierze wolność i będzie chciała odejść od męża, usłyszy: „Staraj się uspokoić i wrócić do równowagi, moja biedna ptaszyno! Odpocznij sobie teraz, będę cię chronić i osłaniać […]. Tu nic ci nie grozi, będę cię strzegł jak spłoszonej gołąbki, którą wyratowałem ze szponów jastrzębia, twoje biedne serduszko znajdzie u mnie opiekę i spokój. Jutro wszystko będzie wyglądało zupełnie inaczej, nie będę potrzebował powtarzać, żem ci przebaczył, poczujesz to sama […]. Nie znasz, moja droga, natury prawdziwego mężczyzny. Świadomość, że szczerze, z całego serca przebaczył swojej żonie, jest dla niego rozkosznie uspokajająca. Dzięki temu przebaczeniu żona jest jakby podwójnie jego własnością, odradza się na nowo, staje się nie tylko jego żoną, ale i dzieckiem. Odtąd będziesz naprawdę moim dzieciątkiem, ty moja biedna, bezbronna istotko!” (Dl, s. 112).

Zatem Torwald nie był tak naprawdę mężem Nory. Był człowiekiem „obok”, który sprowadził swoją żonę do poziomu dziecka. Traktował ją jak dziecko, mówił jak do dziecka. Zdrobnienia, którymi zwracał się do niej, są z jednej strony oznaką czułości, ale mają też drugie oblicze: dyskredytują, pomniejszają jej wartość, autorytet, nie pozwalają traktować poważnie tego, co robi, i tego, co czuje. Zniewalają. Sama Nora jest zdezorientowana. Z jednej strony otoczona troską, z drugiej pod ciągłą kontrolą. Torwald dobiera jej znajomych i decyduje, czy może jeść makaroniki w cukierni. Wydziela jej pieniądze, podejmuje wszystkie decyzje związane z rodziną (oprócz tej, wydaje się najważniejszej, której Torwald zawdzięcza życie), nigdy nie rozmawia z Norą na poważne tematy. W rzeczywistości jest słabym człowiekiem, tchórzem, bojącym się tego, co powiedzą inni, egoistą, dla którego najważniejsza jest kariera i reputacja. W obliczu zagrożenia pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Pokazuje, że Nora – dziecko, potrzebna jest mu do potwierdzenia jego własnej wartości. Zdrobnienia maskują w utworze prawdziwe intencje nadawcy.

Przypomnijmy: Norę poznajemy w otoczeniu męża, dzieci, przyjaciół, znajomych, służby. Krząta się, podśpiewuje, przygotowuje kostium na bal, pakuje świąteczne prezenty, bawi się z dziećmi. Uśmiechnięta, szczebiocząca, pozornie szczęśliwa. Jej mąż – adwokat, którego kariera nabiera coraz większego rozpędu – cieszy się społecznym szacunkiem i uznaniem. Do żony zwraca się czule i pieszczotliwie. Jest miły i uprzejmy. Ale my wiemy już, że to tylko ułuda. Złudzenie. Tak jak Nora żyła złudzeniami, tak i Ibsen spieszczeniami pozwolił czytelnikowi ulec iluzji.

Postaci Ibsena mówią językiem potocznym, „rzeczywistym”; komunikują się ze sobą tak, jak zwyczajni ludzie. Język Ibsena nie jest perfekcyjny, wyszukany i piękny. Jest całkowicie naturalistyczny, pełny emocjonalnych okrzyków, urywanych zdań i zdrobnień.

Zdaniem Kaproń-Charzyńskiej: „Mechanizm kooperacji badanych wyrażeń z kontekstem, wynikający z zależności, na które użytkownicy języka mają wpływ, może prowadzić do uzyskania na poziomie parole odmiennych efektów w sytuacji, gdy derywaty są użyte w kontekście jednostek, które niosą typ ekspresji niezgodny z potencjalną wartością ekspresywną formantów słowotwórczych”.[7]

„Czy to moja wiewióreczka tam się krząta? Kiedy przyszła do domu? Nie przeszkadzaj mi teraz”. (Dl, s. 8)

„Kupiłaś, powiadasz? To wszystko? Mój mały czyżyk znów trwoni pieniądze?” (Dl, s. 8)

„No, no, niech mój skowronek nie opuszcza skrzydełek. Nie dąsaj się, dziecko”. (Dl, s.  9)

„Mój skowronek to najmilsze stworzenie pod słońcem, ale pochłania moc pieniędzy. To nie do wiary, ile taka ptaszyna kosztuje!” (Dl, s. 11)

„Spójrz mi prosto w oczy. Czy łakomczuszek nie łasował dziś na mieście? Czy łakomczuszek naprawdę nie zaglądał dziś do cukierni? Nie kosztował żadnych słodyczy? (Nawet mi do głowy nie przyszło łamać twój zakaz!)” (Dl, s. 12)

„Dlaczego tak nerwowo? Bądźże, jak zawsze, moim uroczym skowroneczkiem.” (Dl, s. 86)

„Co to znaczy? Czy nie wolno mi przytulić się do mojej słodkiej żoneczki? Nie masz ochoty? Przecież jestem twoim mężem!” (Dl, s. 100).

W powyższych cytatach derywaty melioratywne są zestawione na zasadzie kontrastu z wyrażeniami o nacechowaniu protekcjonalnym, kategorycznym, podkreślającymi wyższość nadawcy.

„Kontrast powstaje dzięki temu, że są możliwe inne użycia badanych formacji, które możemy określić, jako typowe, zgodne z potencjalną wartością ekspresywną formantów. W analizowanych przypadkach mamy do czynienia z odstępstwem od normy, polegającym na odejściu od typowych kontekstów, najbardziej naturalnych, jakich byśmy się spodziewali […]. W efekcie na poziomie parole nie uzyskuje się wartości ekspresywnej takiej, jak potencjalna wartość ekspresywna formantów słowotwórczych – odbiorca identyfikuje ironię”[8]

I tak też jest w dramacie Ibsena: Helmer strofuje Norę, upomina, a spieszczenia zderzone z wyniosłym, pobłażliwym jego tonem demaskują prawdziwą intencję przekazu. Obnażają i zdradzają stosunek nadawcy do odbiorcy. Analiza językowa pokazuje, że tak naprawdę zdrobnienia w ustach Helmera to nie dowód czułości do żony, a jego lekceważący stosunek do niej. Być może także narzędzie manipulacji.

Sam Helmer przyzna się do tego kilkakrotnie. W utworze słyszymy padające z jego ust słowa: „myślisz i mówisz jak nierozsądne dziecko” (Dl, s. 120), „będę twoim doradcą, będę tobą kierować” (Dl, s. 111), „mówisz jak dziecko, nie rozumiesz społeczeństwa, wśród którego żyjesz” (Dl, s. 118), „Oszalałaś! Nie pozwalam! Zabraniam!” (Dl, s. 116).

W finałowej scenie prawdziwy stosunek Helmera do żony demaskuje jego język. Gdy czuje się zagrożony, nie używa już zdrobnień, porównań, lecz pokazuje swoje prawdziwe oblicze. I język go zdradza. To już koniec maskarady. W tym momencie Nora przestaje żyć złudzeniami. Kurtyna opada. Na poziomie języka w utworze zachodzą diametralne zmiany. Oto Nora porzuca maskę i nie bierze udziału w grze. Nie mówi o sobie tak jak wcześniej:

„Gdybyś wiedział, Torwaldzie, ile my, „skowronki” i „wiewiórki”, mamy wydatków!” (Dl, s. 11)

„A jeżeli twoja wiewióreczka ładnie cię poprosi…to…” (Dl, s. 60)

„Wiewióreczka skakałaby z radości, robiłaby różne figle i psoty, gdybyś spełnił jej prośbę!”(Dl, s. 60)

„Skowroneczek nuciłby po całym domu…” (Dl, s. 61)

„…Przemieniłby się w sylfidę, tańczyłby w świetle księżyca…” (Dl, s. 61)

Wychodzi z roli dziecka, owej „ptaszyny” i „wiewióreczki”, nie mówi już o sobie w trzeciej osobie, nie używa zdrobnień i porównań. Poznajemy Norę, która chce się wyzwolić spod mężowskiej władzy. Nie chce być lalką, zabawką, nie chce być samotna i niezrozumiana. Chce odzyskać człowieczeństwo: „ Urządziłeś ten dom wedle własnego smaku – a smak ten z czasem stał się i moim. A może udawałam tylko, że tak jest….Kiedy się teraz nad tym zastanawiam, wydaje mi się, że to życie moje tutaj było bardzo żałosne. Pojono mnie, karmiono, ubierano, a moją rzeczą było bawić się i rozweselać różnymi sztuczkami. Chciałeś tego. I ty, i mój ojciec popełniliście w stosunku do mnie wielki grzech. To wasza wina, że przez długie lata nie byłam człowiekiem…” (DL, s. 114–115).

Nora nie chce być już „dzieciną”, „skowronkiem”, „czyżykiem”, „wiewióreczką”, „skrzatem”, „ptaszyną”! Na poziomie językowym mamy tu do czynienia z afektonimami, czyli „intymnymi przezwiskami, jakimi ludzie obdarzają swoich partnerów życiowych, członków rodziny oraz bliskich przyjaciół”.[9] Wśród nich największą część stanowią właśnie zdrobnienia. Infantylizacja języka służy do łagodzenia przekazu, wyrażenia swojego emocjonalnego stosunku oraz do infantylizacji odbiorcy: gdy chcemy potraktować go pobłażliwie, okazać mu brak szacunku, pomniejszyć rolę rozmówcy, zakpić z drugiej osoby, używamy zdrobnień.

Ibsen, wprowadzając do dramatu ekspresywizmy, pieszczotliwe zdrobnienia, umieścił je w takim kontekście, że zamiast być wyrazem aprobaty, życzliwości, sympatii, stały się ironią. Z pozoru tylko aprobatą. W rzeczywistości zawierającą krytykę, która – obok m.in. demonstrowania władzy, monopolizacji racji, narzucania własnych poglądów, decydowania o wydatkach – jest cechą zachowania Helmera wobec Nory. Takie zachowanie jest przejawem postawy kwalifikującej się jako przemoc psychiczna. Nora była zatem ofiarą. I jak każda ofiara (co potwierdzają badania psychologiczne) była osobą bardzo samotną. Samotność tę spowodowały warunki wymuszające sztuczność i płytkość interakcji międzyludzkich, a nie rzeczywista strata. Język, choć pierwotnie mógł uśpić czujność odbiorcy, w efekcie doskonale to ukazał.

Przypomnijmy, że Dom lalki Ibsena ukazał się w 1879 roku i tak bardzo wstrząsnął opinią publiczną, że podczas wystawiania dramatu na deskach niemieckiego teatru Ibsen był zmuszony zmienić zakończenie sztuki.

Na koniec warto powrócić jeszcze do afektonimów, których analiza pozwoliła obnażyć w utworze prawdziwe intencje nadawcy. Zdaniem Jacka Perlina i Marii Milewskiej: „afektonimy nie występują we wszystkich językach. Nie są znane dla przykładu w językach Azji Południowo-Wschodniej. Ale i w językach europejskich nie cieszą się zbyt wielką popularnością (hiszpański, angielski, języki skandynawskie).W języku niemieckim jest ich znacznie mniej niż w języku polskim. Wynika to między innymi z tego, że językowe możliwości tworzenia zdrobnień są mocno ograniczone. Wydawać by się mogło, że czułe słówka są podstawą języka francuskiego, który w powszechnej świadomości kojarzy się z językiem miłości. Tymczasem i w tym języku niewiele jest zdrobnień (tylko w przypadku imion) i spieszczeń”.[10]

I właśnie na płaszczyźnie języka norweskiego, w oryginalnym utworze, nie spotykamy tylu zdrobnień. Pojawia się „lerkefuglen” (skowronek), ale już nie pojawia się „wiewióreczka”, a „ekornet” (wiewiórka) i „slikkmunnen” (dosł. lizać usta – nie „łakomczuszek”). Wydaje się, że jeżeli już w języku norweskim pojawiają się afektonimy, co ma miejsce w utworze, to pochodzą z zupełnie innych klas semantycznych niż polskie zdrobnienia i spieszczenia. Wskazane słowa norweskie są nazwami istot żywych, które mają dobre, pozytywne konotacje. Zwierzęta te jako stworzenia drobne nie stanowią również zagrożenia dla człowieka, mogą więc posłużyć do nazwania nieszkodliwych istot ludzkich ujmowanych jako słabsze. W wersji norweskiej Nora jest więc ukazywana z wartościowaniem niby pozytywnym, lecz pośrednio jest odczłowieczana, bo etykietowana jako wciąż inne miłe zwierzątko. Wartościowanie to jest więc pozytywne pozornie, zwłaszcza w szerszym kontekście wypowiedzi męża bohaterki. Jak wskazywała Jadwiga Puzynina (1992: 111 i nn.), siłę wartościującą mogą mieć zarówno uzależnione od kontekstu czy środowiska konotacje wyrażeń, jak i specyficzne użycia słów w postaci metafor, hiperbol, eufemizmów, a także – jak w analizowanym tekście – użycia ironiczne, drwiące, choć odziane w szaty form zdrobniałych, które konwencjonalnie zwykliśmy odczytywać jako przejawy wartościowania pozytywnego.

Bibliografia

Bańko M., Zygmunt A., Czułe słówka. Słownik afektonimów, Warszawa 2011

Bartmiński J., Ludowy styl artystyczny, [w:] Współczesny język polski, Lublin 2001

Grzegorczykowa R., Struktura semantyczna wyrażeń ekspresywnych, [w:] Z zagadnień słownictwa współczesnego języka polskiego, Wrocław 1978

Kapron-Charzyńska I., Pragmatyczne aspekty słowotwórstwa. Funkcja ekspresywna i poetycka, Toruń 2014

Nowy słownik języka polskiego, [pod red.] E. Sobol, Warszawa 2002

Perlin J., Milewska M., Afektonimy w języku polskim, francuskim i niderlandzkim. Analiza morfologiczna i semantyczna, [w:] „Język a kultura”, t. 14, Warszawa 2000

Puzynina J., Język wartości, Warszawa 1992

Słownik terminów literackich, [pod red.] J. Sławiński, Wrocław 2000

Kinga Plisko

Teks ukazał się w książce pokonferencyjnej Uniwersytetu Przyrodniczo – Humanistycznego w Siedlcach z serii: „Różne odsłony kobiecych światów”.

Samotność – wybór czy los. Literatura i kultura, pod redakcją Beaty Walęciuk – Dejneki i Łukasza A. Wawryniuka. Wydawnictwo Aureus, Kraków 2016

[1]  H. Ibsen, Dom lalki, Warszawa 1985, s.7.

[2] Słownik terminów literackich, [pod red.] J. Sławińskiego, Wrocław 2000, s.198.

[3] I. Kaproń – Charzyńska, Pragmatyczne aspekty słowotwórstwa, Funkcja ekspresywna i poetycka. Toruń 2014, s. 134 – 135.

[4] I. Kaproń – Charzyńska, op.cit., s. 149.

[5] J. Bartmiński, Ludowy styl artystyczny, [w:] Współczesny język polski, Lublin 2001, s. 229.

[6] Nowy słownik języka polskiego, [pod red.] E. Sobol. Warszawa 2002, s.898.

[7] I. Kaproń – Charzyńska, op.cit., s.150.

[8] I. Kaproń – Charzyńska, op.cit., s.151.

[9] M. Bańko, A. Zygmunt, Czułe słówka. Słownik afektonimów, Warszawa 2011.

[10] J. Perlin, M. Milewska, Afektonimy w języku polskim, francuskim i niderlandzkim. Analiza morfologiczna i semantyczna [w:] „Język a kultura”, t.14. Wrocław 2000, s.165.

#artykuł

0 wyświetlenia

"The secret of change is to focus all of your energy,

not on fighting the old, but building the new." Socrates

  • Grey Facebook Icon
  • Grey Instagram Icon
  • Grey Twitter Icon

© 2017 Norway24.pl

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now