Szukaj
  • Krzysztof Osmański

Moja Serbia


„I życzę wam wielkich osiągnięć w nauce języka serbskochorwackiego......“.

Przed trzydziestu laty tymi słowami zakończył swe przemówienie do uczniów dyrektor Szkoły Podstawowej Nr 1 w Płocku, której byłem uczniem, a która nosiła imię Vuka Karadzića – wielkiego reformatora języka serbskochorwackiego, pisarza i wieszcza narodowego w jednej osobie. Od tego bowiem czasu w ramach przedmiotów nadobowiązkowych można było uczyć się w naszej szkole tego języka. Myślę, że takie same słowa zostały skierowane do uczniów Szkoły Podstawowej w małej serbskiej miejscowości Lipnicki Sor (Lipowy Trakt) znajdującej się tuż obok Loznicy – od 40 lat siostrzanego miasta naszego Płocka, która nosiła imię Władysława Broniewskiego, polskiego poety i w której nauczano serbskie dzieci języka polskiego.

W opowieści tej nie byłoby nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że nasza nauczycielka – młoda, piękna, uśmiechnięta dziewczyna (a taką pozostała do dnia dzisiejszego) Elżbieta Ćirlić (wtedy Jacewicz) potrafiła dokonać rzeczy wspaniałej. Potrafiła zaszczepić w naszych młodzieńczych sercach tak wielkiego bałkańskiego bakcyla i wywrzeć tak ogromny wpływ na nasze niedojrzałe jeszcze wtedy osobowości, że pomimo upływu wielu lat miłość do Bałkanów płonie nie gasnącym płomieniem. I chyba nigdy się on nie wypali....

Nauka języka była dla mnie tylko jednym z elementów „dobrej roboty“ Pani Elżbiety. Chłonąłem go praktycznie na bieżąco, z namaszczeniem wpisując do zeszytu każde nowo poznane słowo. Ta wiedza okraszona była wpajaniem mi kultury bałkańskiej, literatury, piosenek, które stanowiły dla mnie również pewną formę nauki. Bo jak się śpiewa, to dobrze jest wiedzieć o czym ... A wszystko to w rytmie „kolo“ – narodowego tańca, którego tajniki tubylcy wysysają z mlekiem matki już od kołyski bez względu na to, czy reprezentują narodowość serbską, chorwacką, bośniacką, macedońską, słoweńską itd. „Kolo“ każdy mieszkaniec Bałkanów ma we krwi. Dzięki mojej Pani Profesor umiejętność tę posiadłem i ja. Pani Elżbieta dopełniła wszelkich formalności pedagogicznych zaplanowanych przez nią w najdrobniejszym szczególe, ażeby wzniecić we mnie miłość do Serbii i udało jej się to w jeszcze większym zakresie niż zamierzała.

Po zakończeniu nauki w szkole postanowiłem wykorzystać znajomość języka i kontynuować trwającą działalność międzynarodową z Serbią. Moi koledzy i koleżanki próbowali sił pisarskich tworząc utwory w języku serbskim, ja natomiast jako czynny instruktor Związku Harcerstwa Polskiego postanowiłem spełniać się na niwie wymiany młodzieży polskiej i serbskiej pomiędzy naszymi krajami. Zawiązały się pierwsze znajomości, które przekształciły się w wielkie przyjaźnie, a które owocują do dnia dzisiejszego. Przetrwały nawet wojenną zawieruchę jaka przeszła przez tamtą część świata w latach 1992-1995.

Skąd ta fascynacja Serbią? Odpowiedź jest prosta i oczywista.

To, czego nauczono mnie na lekcjach w szkole mogłem zweryfikować naocznie podczas pobytu na Półwyspie Bałkańskim, a w szczególności w Serbii. Byłem świadomy, że piękno, które znałem jedynie ze słyszenia, rzeczywiście istnieje. Odnosiłem wrażenie jakbym był związany z tym miejscem od niepamiętnych czasów. To piękny kraj, w którym mieszkają niesamowicie wrażliwi ludzie. Ludzie, którzy raz uznając kogoś za przyjaciela, pozostają wierni tej przyjaźni po grób.

Przepiękna i zróżnicowana jest kultura i tradycja serbska. Prosta, momentami surowa, daje jednak możliwość przeżycia ogromu estetycznych wrażeń, które mogą mieć miejsce tylko w kulturze południowych Słowian. Takimi są Serbowie – cieszący się południowym temperamentem, wesołym usposobieniem, przyjacielskością i pozytywnym nastawieniem do życia.

I jeszcze serbska przyroda. Takiej nie ma chyba nigdzie. Serbia to kraj równinny i górzysty zarazem. Każdy krajobraz posiada swój własny, od lat ukształtowany wygląd. Tereny rolnicze pokryte są roślinnością uprawną, której obserwacja z oddali wyzwala wizję równo przystrzyżonych dywanów zieleni, co pewien czas przetykanych symbolem Serbii – małymi domkami mieszkalnymi z białymi ścianami i pomarańczowymi dachami. W takim widoku można zakochać się od pierwszego wejrzenia. Bezmiar takich obrazów wywołuje u człowieka uczucie ukojenia, spokoju, zadumy i dystansu do życia.

Dalej wąskimi, stromymi i krętymi górskimi dróżkami można dostać się do tej części Serbii położonej na wzniesieniach. Tutaj przyroda ma inny wygląd, zapach. Żyje jakby własnym życiem. Zieleń okalająca góry jest szczególnie wyrazista, sprawia wrażenie ciężkiego, grubego, ciężkiego atłasu, który pod wpływem wiatru lada moment ma ulec postrzępieniu. Przypiekana gorącym bałkańskim słońcem i targana stanowczym wiatrem układa się wieczorem zmęczona do snu po to, by rano świeża, wypoczęta, błyszcząca od nocnej rosy, która nie poddała się jeszcze oddechowi porannego słońca – obudzić się i znów kolejny dzień walczyć z naturą o przetrwanie.

Osobiście miałem okazję doświadczyć tego pięknego zjawiska obserwując godzinami górską serbską przyrodę. Tę nieprzeniknioną i niepowtarzalną, kryjącą w swej monumentalnej otchłani nie jedną tajemnicę. Piękno Serbii, jej kultura i tradycja oraz wspaniały naród to te elementy, które nakazują fascynować się tym krajem bezgranicznie. Pozwalają go kochać i dają wszelkie dowody na to, że miłość ta jest odwzajemniana.

Ostatni raz byłem w Serbii miesiąc temu, w czerwcu 2014 roku. Bałkany dostknięte zostały kataklizmem powodzi. Zebrała ona straszne żniwo między innymi w Serbii, która wymagała pomocy świata. Władze Płocka zosrganizowały pomoc humanitarną, a ja wraz z grupą płockich harcerzy brałem udział w delegacji niosącej tę pomoc Serbii ze szczególnym uwzględnieniem zabezpieczenia humanitarnego dla naszego miasta partnerskiego Loznicy, z którym Płock łączą więzy braterstwa i jedności. Choć okoliczności wizyty nie sprzyjały radości i zabawie, była ona kolejnym zaczynem do ugruntowania dotychczasowych kontaktów i nawiązania nowych przyjaźni, które z pewnością będą pielęgnowane w przyszłości. Krótki spacer po centrum Loznicy, krótki pobyt w górskich obszarach wśród wspomnianej wyżej pięknej i niepowtarzalnej aury sprawiły, że żal było opuszczać to miejsce. Przecież byłem tutaj u siebie i było mi bardzo dobrze.

Czas jednak jest nieubłagany. Kierując się autobusem w stronę granic Polski obejrzałem się ostatni raz za siebie. Pomyślałem, że niedługo tutaj wrócę, a moje oczy napełniły się łzami wzruszenia. Serce mi pękało. W oddali stała i machała mi na pożegnanie Serbia. Moja Serbia ...

Krzysztof Osmański

#artykuł

0 wyświetlenia

"The secret of change is to focus all of your energy,

not on fighting the old, but building the new." Socrates

  • Grey Facebook Icon
  • Grey Instagram Icon
  • Grey Twitter Icon

© 2017 Norway24.pl

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now